AI w pracowni poza wizualizacjami — sześć miejsc, gdzie realnie oszczędza czas
Model podłączony do dysku z Twoimi umowami i opisami pracuje inaczej niż pusty czat. Sześć zastosowań z własnego biura, z granicą, za którą AI przestaje być pomocna.
Rok temu pisałem tu o narzędziach AI w projektowaniu: wizualizacje, rendering, copiloty. Od tamtej pory najwięcej czasu odzyskaliśmy w miejscach, które z projektowaniem mają mało wspólnego. Chodzi o papiery, korespondencję i czytanie cudzych dokumentów, czyli o te dwie–trzy godziny dziennie, których nikt nie wpisuje do wyceny. Różnicę zrobiło jedno: podłączenie modelu do dysku z dokumentami pracowni, zamiast zaczynania każdej rozmowy od zera.
W skrócie
- Model z dostępem do Twoich wcześniejszych umów i opisów pisze w Twoim stylu i Twoimi zapisami, a nie uśrednionym językiem internetu.
- Największy zwrot dają trzy rzeczy: pierwsza wersja pisma, wyciąganie parametrów z wypisu z planu i decyzji WZ oraz notatka z wizji lokalnej z nagrania.
- Przy działce AI realnie skraca wariantowanie usytuowania, ale projektu zagospodarowania nie narysuje i nie podpisze.
- Zasada, która obowiązuje wszędzie: generuj prozę, nie dane. Liczby, numery działek i podstawy prawne sprawdzasz u źródła.
Dysk pracowni jako pamięć modelu
Większość osób używa AI tak: otwiera czat, opisuje problem, dostaje poprawną, ale obcą odpowiedź. Potem przepisuje ją na swoje i zastanawia się, po co to było.
Zmienia się to w momencie, w którym model dostaje dostęp do folderu z Twoimi dokumentami. Claude i ChatGPT mają dziś konektory do dysków i projekty z własnym zestawem plików, w których ten zestaw jest stały dla każdej rozmowy. Wrzuciłem tam dwadzieścia naszych umów, kilkanaście opisów technicznych i korespondencję z urzędami z ostatnich dwóch lat. Od tej pory nie proszę o „umowę z architektem”, tylko o umowę na podstawie tych, które już podpisaliśmy.
Trzy zadania, które zwróciły ten czas w pierwszym tygodniu:
- Umowa z notatek ze spotkania. Dyktuję, co ustaliliśmy: zakres, etapy, terminy, wynagrodzenie. Dostaję wersję opartą na naszych wcześniejszych zapisach, z naszymi klauzulami o zmianach w trakcie i o nadzorze. Czytam i poprawiam, zamiast pisać od nowa.
- Opis techniczny. Z notatek i danych projektu powstaje szkielet w stylu, który już wcześniej przechodził w starostwie.
- Pierwsza wersja pisma do urzędu. Model znajduje w archiwum podobną sprawę sprzed roku i pisze odpowiedź tą samą logiką. To wciąż tylko wersja robocza, ale zaczynam od czegoś, a nie od pustej strony.
Działa to pod jednym warunkiem, który wraca w każdej kolejnej sekcji tego tekstu: proszę o język, nie o liczby. Fragmenty z danymi wpisuję sam.
Dokumenty przychodzące: wypis, warunki, decyzja
Teczka od inwestora wygląda zwykle tak samo: wypis i wyrys z planu, warunki przyłączeniowe z dwóch gestorów, czasem decyzja o warunkach zabudowy, do tego opinia geotechniczna. Przeczytanie tego ze zrozumieniem to pierwsze popołudnie w projekcie.
Teraz wrzucam komplet do modelu i proszę o zestawienie parametrów: wskaźnik zabudowy, powierzchnia biologicznie czynna, linia zabudowy, dopuszczalna wysokość i kąt nachylenia dachu, warunki dla zjazdu. Potem o drugą rzecz, dużo ciekawszą: porównanie tych parametrów z naszą koncepcją i wskazanie miejsc, w których się rozjeżdżają.

Dwie uwagi z praktyki. Po pierwsze, skany z gorszą jakością druku model czyta gorzej niż człowiek, więc przy niewyraźnym wypisie weryfikacja zajmuje tyle samo, co samodzielne czytanie. Po drugie, każdą liczbę, która trafi potem do projektu, sprawdzam w dokumencie źródłowym. Traktuję to zestawienie jak notatkę asystenta, a nie jak ustalenie.
Notatki z wizji lokalnej i spotkań
Z całej listy to zastosowanie ma najlepszy stosunek zysku do ryzyka, bo materiał jest własny, a weryfikacja zajmuje minutę.
Nagrywam rozmowę telefonem, za zgodą rozmówcy. Po wizji lokalnej albo spotkaniu z inwestorem wrzucam nagranie i proszę o trzy rzeczy: listę ustaleń, listę zmian do wyceny i listę pytań, na które nikt nie odpowiedział. Ostatnia bywa najcenniejsza, bo w rozmowie takie rzeczy się gubią.
Podsumowanie wysyłam klientowi tego samego dnia. Od kiedy to robimy, zniknęła cała kategoria sporów zaczynających się od zdania „ale przecież mówiliśmy, że”. Zapis ustaleń w mailu z datą działa lepiej niż pamięć dwóch stron trzy miesiące później.
Działka: co AI policzy, a czego nie podpisze
Pod hasłem „AI osadzi budynek na działce” sprzedaje się dziś cztery różne rzeczy. Warto je rozdzielić, zanim kupisz licencję albo obiecasz coś klientowi.
Analizy terenu i warianty bryły. Narzędzia do projektowania parametrycznego liczą nasłonecznienie, zacienienie sąsiadów i proporcje bryły na kilkunastu wariantach naraz. To realnie skraca etap, w którym kiedyś robiło się trzy warianty, bo na więcej nie było czasu. Tu technologia dowozi.
Usytuowanie zgodne z planem i warunkami technicznymi. Odległości od granic, linia zabudowy, zapisy planu o kącie dachu i udziale powierzchni biologicznie czynnej. Model potrafi o tym opowiedzieć poprawnie i równie poprawnie się pomylić, bo nie zna tej konkretnej działki ani tego konkretnego planu, dopóki ktoś mu ich nie poda. Odpowiedzialność i tak zostaje po stronie projektanta.

Projekt zagospodarowania terenu jako dokument. Rysunek na mapie do celów projektowych, z bilansem terenu, który idzie do starostwa. Rysuje go i podpisuje architekt z uprawnieniami. Żadne dzisiejsze narzędzie generatywne tego nie zastępuje.
Wizualizacja zagospodarowania. Teren, nawierzchnie, zieleń, nastrój. Tu AI jest mocna i da się ją pokazać klientowi na spotkaniu. To również jedyna z czterech rzeczy, którą sprzedaje się osobno — i dlatego wróci w kolejnym tekście o usługach.
Czego nie oddaję AI
Granica przebiega w jednym miejscu: model generuje tekst, nie wiedzę o Twoim projekcie. Wszystko, co jest danymi, pochodzi z dokumentów albo z systemu.
Nie zlecam więc modelowi liczb i numerów. Powierzchnia zabudowy, numer działki, obręb, kubatura, dane inwestora — wpisywane ręcznie albo pobierane z bazy. Nie zlecam też podstaw prawnych. Zmyślony artykuł ustawy wygląda dokładnie jak prawdziwy i w piśmie do urzędu kosztuje reputację.
Osobna sprawa to poufność. W pełnomocnictwach są numery PESEL inwestorów, w umowach ich adresy. Zanim cokolwiek podłączysz do dysku pracowni, ustaw konto firmowe z wyłączonym uczeniem na danych i sprawdź, co faktycznie obejmuje umowa z dostawcą. Darmowy czat z prywatnego konta nie jest miejscem na dokumenty klientów, nawet jednorazowo.
Praktyczna zasada, którą mamy spisaną na jednej stronie: wolno wrzucać to, co i tak trafiłoby do urzędu albo na stronę pracowni, oraz własne wzorce dokumentów. Dane osobowe i gotowe projekty klientów zostają poza promptem.
Od czego zacząć w tydzień
Jeśli masz to wdrożyć bez robienia z tego projektu na kwartał, wystarczy ten porządek:
- Załóż konto firmowe u jednego dostawcy i w ustawieniach wyłącz wykorzystywanie Twoich danych do trenowania modelu. Jeden dostawca dla całego biura, a nie trzy subskrypcje w trzech rękach — inaczej nikt nie wie, gdzie wylądowały dokumenty klientów.
- Zbierz folder wzorców: umowy, opisy techniczne, pisma do urzędu, standardowe odpowiedzi dla klientów. Dwadzieścia plików wystarczy.
- Podłącz ten folder jako źródło i wybierz jeden proces na start. Polecam notatki ze spotkań, bo efekt widać od pierwszego razu.
- Ustal zasadę weryfikacji i trzymaj się jej: liczby i podstawy prawne sprawdza człowiek, zawsze.
- Po tygodniu zdecyduj, czy proces zostaje. Jeśli nie oszczędza godziny tygodniowo, wyrzuć go i weź następny.
Zostaje jeszcze jedna rzecz, której żaden model nie załatwi. Wniosek do urzędu i pełnomocnictwo potrzebują danych inwestora, działki i organu w jednym kształcie za każdym razem, a nie tekstu napisanego z pamięci. U nas te dokumenty powstają z danych projektu w ArchiFlow, więc numer działki w PB-1 bierze się z karty projektu, a nie z tego, co model uznał za prawdopodobne. Opisałem to szerzej przy okazji tego, czego biuro potrzebuje od programu.
ArchiFlow daje inwestorom bieżący wgląd w postęp projektu — przez jeden link od biura, z logowaniem, jeśli chcą. Spytaj swoje biuro architektoniczne, czy korzystają z ArchiFlow.
Dowiedz się więcej →